Dobry styl jest jak taniec.



Z elegancją i dobrym stylem jest jak z tańcem. Jego kwintesencja nie opiera się tylko i wyłącznie na technice, ale na pasji, lekkości i naturalnych ruchach.
Wszystko inne to tania imitacja. Bez względu na to ile czasu i pieniędzy zainwestujemy w szlifowanie kroków.
Bezrefleksyjne i schematyczne przyjmowanie pewnych zasad i co gorsze trendów w modzie zrobi z nas „ciężkich” tancerzy. A przecież tego nie chcemy.
A teraz prawdziwa historia.
Historia zmiany wizerunku from zero to hero mojego dobrego znajomego Stefana. Na wstępie podpowiem, że Stefan jest teraz jednym z najlepiej ubranych gentlemanów w Polsce.
Etap 1
Stefan jest absolwentem studiów technicznych. Może to stereotyp, ale studenci tych kierunków słyną z przedkładania doznań intelektualnych nad estetycznymi.
Stąd na początku Stefan obsadził się w roli adwokata diabła i „męczył” mnie regularnie rozmowami z rodzaju „nie szata zdobi człowieka”.
Etap 2
Stefana zaciekawia moja praca, czyta moje publikacje i zaczyna po cichu analizować sugestie dotyczące mojej wizji jego stylu.
Etap 3
Stefan rusza do natarcia. Zadaje dziesiątki pytań via e-mail, co wypada, a co nie. Jakie zasady stosuje się w stosunku do tego, czy tamtego. Np. podsyła zdjęcia fasonów butów – z magicznym otwartym pytaniem: co o poszczególnych propozycjach sądzę.
Etap 4
Stefan większość swoich ubrań oddaje do Caritasu. Jednym słowem robi czystki w swojej szafie. Puste pułki i wieszaki zaczyna zapełniać upolowaną głównie na amerykańskim i brytyjskim ebay’u garderobą.
Za moją poradą część nowej garderoby nabywa w wybranych sklepach. Z dwiema marynarkami i jednym będącym we wcześniejszym posiadaniu garniturem udaje się do krawca. Tam tniemy rękawy, taliujemy marynarki i skracamy nogawki u spodni.
Etap 5
Stefan zaczyna zauważać bardzo wyraźną różnicę między rzeczami pięknymi a brzydkimi. Dodatkowy zastrzyk energii daje Stefanowi fakt, że to wcale nie jest takie trudne jak przypuszczał. Kto najszybciej dostrzega zmianę wizerunkową Stefana? Płeć piękna oczywiście. Dodam, że Stefan w tamtym okresie transformacji był stanu wolnego.
Etap 6
Zaliczam Stefana do osób z charakterystyczną, okazuje się, że nie tylko dla Włochów, lekkością ubioru. Trudno mi sobie zrekonstruować w pamięci widok Stefana w zbyt szerokich jeansach, w półbutach ze stadionu 10-lecia oraz bluzie dresowej.
Moje pytanie do Stefana:
Stefan, jak doszedłeś do takiego stopnia „wtajemniczenia” w kreowaniu swojego tak dobrego stylu?
Stefan:
Po pierwsze, przekonałeś mnie do tego, że warto.
Po drugie, zaakceptowałem Twój autorytet w dziedzinie męskiego wizerunku. Łącznie z Twoim krytycznym stosunkiem do „zmiękczania” męskiego stylu przez dużą liczbę stylistów i projektantów.
Po trzecie, zrozumiałem, że nie ma sztywnych zasad rządzących się światem elegancji. Ludzie potrzebują ich, bo myślą, że ich nieznajomość będzie przez wszystkich wykpiwana. Co jest nieprawdą. Ja chciałem je poznać, żeby mieć azymut, który później sobie sam zmieniłem.
Po czwarte, uwolniłem się od myślenia schematycznego. Polubiłem łamanie zasad, a tworzenie swojego unikalnego wizerunku zacząłem postrzegać jako niezłą zabawę.
Moje podsumowanie:
1. Osoby, które pojęły tajemnice dobrego stylu nie myślą schematycznie.
2. Nie ma nieomylnych ekspertów i zawsze modelowych sytuacji, dlatego czasami dobrze postawić na intuicję.
3. Styl to człowiek a nie zasady.



Dodaj swój komentarz:
Czytam Pana bloga regularnie, po portugalskim wątku to kolejny naprawdę ciekawy wpis. Brawo Panie Michale!
Fakt, ze kazdy upgrade szafy nalezy zaczac od czystek. Zwlaszcza meskiej. Btw zastanawiaja nie te buty. u kolegi na obrazku:)
Ha, ha to chyba Gianni Agnelli…”żeby być sobą trzeba być kimś” – jak mawiał Stanisław Jerzy Lec